Zła empatia: o tym, co dzisiaj najważniejsze w przywództwie, algorytmach zmian i radzeniu sobie z przyszłością

2019-10-14T13:33:30+00:00

Dzisiaj ludzie zaczynają być słabi, a system wydaje się wzmacniać i wspierać tę słabość.

Jest taki dowcip o kobiecie, która bierze udział w ostatnim etapie rozmowy rekrutacyjnej. Prezes ją pyta, co jest jej największą wadą. „Uczciwość” – odpowiada kobieta. Na co prezes: „Nie uważam, aby akurat uczciwość była wadą. „Gówno mnie obchodzi, co pan na ten temat uważa” – odpowiada kobieta. Zatrudniłbyś taką osobę?

Ja tak, bo niczego bardziej nie cenię niż tego, że ludzie mówią wprost, odważnie to, co myślą i czują. Nie uważam, że trzeba to robić w sposób wulgarny, bo nie o to chodzi, ale uważam, że to jest ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Empatia źle ukierunkowana jest niebezpieczna. Jeżeli czujesz empatię w stosunku do dziecka, starszej osoby, kogoś, kto ma jakąś poważną niepełnosprawność i jest w potrzebie – to jest to bardzo prawdziwe i potrzebne. Jeżeli jednak empatia, która skutkuje niemówieniem prawdy, współczuciem, chronieniem i obniżaniem oczekiwań, jest ukierunkowana w stronę dorosłych, dojrzałych ludzi, to jest to poważny błąd. W domach spokojnej starości nawet w stosunku do osób w bardzo zaawansowanym wieku stosuje się zasadę, żeby nie robić za nie nic, co są w stanie zrobić same. Wiele jest powodów takiego postepowania; jednymi z głównych jest to, żeby nie zabierać innym sprawczości i poczucia, że sami potrafią sobie radzić w sytuacjach życiowych.

Dzisiaj ludzie zaczynają być słabi, a system wydaje się wzmacniać i wspierać tę słabość. Idziesz na konferencję, słuchasz o zarządzaniu, trendach w angażowaniu innych i wyłania ci się z tego obraz szefa, którego empatia ma być na najwyższym poziomie, troska – na jeszcze wyższym, i który ma być tak skoncentrowany na holistycznym podejściu do człowieka i jego wartościach, potrzebach, emocjach, że zaczynasz się zastanawiać, o co chodzi i jak przy takich założeniach osiągnąć coś wartościowego.

Osiąganie czegoś wartościowego w życiu czy w biznesie wydaje się być od wieków bardzo podobne, przynajmniej w zakresie fundamentalnych zasad. Wysiłek, ból, upór, niepoddawanie się i nadludzka wręcz wytrwałość. Nie ma miejsca na słabości. Jeżeli nie weźmiesz odpowiedzialności – wypadasz z gry. Jeżeli nie zbudujesz kompetencji i nie nabędziesz wiedzy – wypadasz z gry. Jeżeli nie będziesz otwarty na ciągłe zmiany, elastyczny w podejściu – wypadasz z gry.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to niesprawiedliwe, bo ludzie są sobie równi.

Nie są sobie równi, nie wszystkich należy traktować tak samo.

To może wydawać się niesprawiedliwe – i pewnie takie jest – ale twoje kompetencje i jakość tego, jakim jesteś człowiekiem, dają ci szansę bycia tym, który wygrywa. Jeżeli skupisz się na byciu ofiarą, to przegrałeś.

Nasi dziadkowie walczyli na wojnie, z trudem zdobywali wszystko, co było potrzebne do życia, radzili sobie z niewyobrażalnymi dla nas wyzwaniami życia codziennego – i dawali radę.

My pękamy. Staliśmy się tak wygodni i odrealnieni, że wszystko, co trudne, drażni nas, irytuje i wpędza w bezradność i zakłopotanie. Narzekamy na sytuacje, w których się znajdujemy, i tak minimalne trudności, że aż nie chce się wierzyć. Domagamy się ciągle pozytywnych emocji, jakby życie bazowało wyłącznie na pozytywnych doświadczeniach. Jak dziecko, które nie dostaje tego, co chce, i niezadowolone tupie nóżką. Dorośli miewają takie samo podejście i oczekiwania zwane powinnościowymi. Nie dostajesz, to się złościsz i… no tak, nie tupiesz nogą, ale poza tym nie ma żadnej różnicy.

Dalajlama zapytany kiedyś o to, co zrobić, aby przestać się martwić i przejmować, powiedział, że są dwie zasady, których należy się trzymać…

O zasadach i kolejnych wskazówkach rozwojowych będziesz mógł/mogła przeczytać w mojej książce „Okiełznać chaos: Jak przejąć kontrolę w świecie niepewności” już 19 listopada!

Obserwuj mój fanpage aby być na bieżąco z kolejnymi materiałami i wiadomościami.